wakacje mi lecą
lecą
lecą
za szybko, znacznie za szybko
zdarzyło mi się wczoraj robić obiad Piotrowi i Kicinie. tak mi rodzinnie minął dzień, że mogłabym pracować w ten sposób na pełnym etacie.
naprawdę polubię gotowanie, mimo, że jedzenie jest dla mnie czymś naprawdę małoważnym, nawet od pewnego czasu przestałam i je szanować. ale to takie miłe uczucie, jak ktoś powie, że mu smakowało, o tak. to troszkę taki jakby cel tego wszystkiego.
...i jak się czeka aż powierzchnia się zarumieni, wpatrujesz się w ten piekarnik. i jak pachnie. i jak to czasem potrafi ładnie wyglądać! dobrze mi się tak bawić.
Piotr zrobił ciasteczka, dobre były, bardzo

zdarzyło mi się też być na wieczorku poezji, i na po-wieczorku też było miło. poniżej przepełniona poezją Paulinka

i na jakimś pociesznym biwaku rowerowym też bywałam. ale to nieważne

zdarzyło się jeszcze kilka mniej lub bardziej miłych rzeczy, ale to naprawdę nieważne (a na PKP mogę już wrócić, nawet dziś, nawet na winko, serio)
piszę to tak naprawdę tylko dla siebie, żeby nie móc sobie wbijać, że w wakacje siedziałam tylko w domu i że nic a nic nie zrobiłam.
i tak sobie tak piszę, staram się pisać jak najwięcej, bo obawy coraz to większe, że niedługo moje myśli upchnę w 160 znaków. A tego tak bardzo nie chcę, dlatego postaram się, i już, w chwili obecnej staram się nie omijać drobiazgów [że myślę o okruszku ciastka, który widziałam dziś na stole, że ładne światło go lizało]. A w ogóle to znalazłam we własnym domu wymarzony obiektyw, tak, tak. Sonnar cudny 180/2,8 z czego cieszę się [wraz z psixem] tak bardzo, bardzo dlatego to wszystko piszę, to On jest powodem.