czwartek, 30 lipca 2009

„Śpij, mówię, śpij, kiedy gotuje się czajnik i jego tchnienie, dobywające się jednym obłokiem z dzióbka, gęstnieje coraz bardziej. Tak samo życie wypełnia mi żyły. Tak samo życie przelewa się przez moje ciało. Tak samo coś popycha mnie naprzód, aż wreszcie mogłabym krzyknąć, przesuwając się poprzez dnie, otwierając okna o świcie i zamykając je o zmierzchu: „Już dość. Jestem przepełniona naturalna pomyślnością.”

/ V. Woolf  "Fale" /



Siedzę w tym łajnie już od kilku dni. Trzeba coś zrobić, chociaż każdy krok taki niepewny, boję się, że będzie za bardzo do przodu i wiesz, roztrzaskam się jak ta szklanka. 


Nie, tu nie będzie słychać trzasku. 

środa, 29 lipca 2009

Moje serce słabnie. Coraz częściej i mocniej czuję ból, gdy krew uderza w zastawki. Za dużo było uniesień przez ostatnie pory roku. Już sama Twoja obecność powoduje, że tak bardzo kurczy się moja świadomość, a podświadomość pobudza serce i samą siebie też. Za dużo biło i za często, znacznie. Wiem, że gdy znowu Cię zobaczę, wzmoże się ruch krwi w obiegu, tętnice się powiększą i moja bluzka zadrży.
Ale nie zobaczę Cię tak szybko. 
Tak bardzo, bardzo… 


A zdjęcie? Zdjęcie najpiękniejszej książki jaką kiedykolwiek przeczytałam (i gdy ją czytam to serce też bije jakoś szybciej, tak pięknie wtedy). To był maj i zakurzone regały - tak mi się ksiązka V. Wolf nawinęła i teraz czasem ją poskubię, bo każde zdanie jest piękne i zniewalające, i każde powinno być oddzielnie zapamiętanym cytatem. Mogłabym tak wieczność, wiesz, Chopin, „Fale” i jakoś tak…




niedziela, 12 lipca 2009

masz usta w takim rozkroku
że ja Ci z nich nuty czytam

napluć na pięciolinię, przeczytałam z niej dobrze, długo czytałam, rozumiem już już. 

będzie dobrze, no przecież. utonę lekko, zachłysnę się. właściwie to będę tonąć tyle, tyle, żeby trwać w ciągłym zachłyśnięciu, tak żeby w ogóle, wiesz, nic a nic o Tobie. tak bardzo dobrze będzie, lekko, wolno. nareszcie! 




czwartek, 9 lipca 2009

dwa tygodnie po śmierci Jacksona umiera kura


spadnie wszystko i runie, bo cegły już wyciągają z muru


poniedziałek, 6 lipca 2009

piątek, 3 lipca 2009

wakacje mi lecą
lecą
lecą

za szybko, znacznie za szybko



zdarzyło mi się wczoraj robić obiad Piotrowi i Kicinie. tak mi rodzinnie minął dzień, że mogłabym pracować w ten sposób na pełnym etacie. 
naprawdę polubię gotowanie, mimo, że jedzenie jest dla mnie czymś naprawdę małoważnym, nawet od pewnego czasu przestałam i je szanować. ale to takie miłe uczucie, jak ktoś powie, że mu smakowało, o tak. to troszkę taki jakby cel tego wszystkiego. 
...i jak się czeka aż powierzchnia się zarumieni, wpatrujesz się w ten piekarnik. i jak pachnie. i jak to czasem potrafi ładnie wyglądać! dobrze mi się tak bawić.  

Piotr zrobił ciasteczka, dobre były, bardzo


zdarzyło mi się też być na wieczorku poezji, i na po-wieczorku też było miło. poniżej przepełniona poezją Paulinka

i na jakimś pociesznym biwaku rowerowym też bywałam. ale to nieważne



zdarzyło się jeszcze kilka mniej lub bardziej miłych rzeczy, ale to naprawdę nieważne  (a na PKP mogę już wrócić, nawet dziś, nawet na winko, serio) 

piszę to tak naprawdę tylko dla siebie, żeby nie móc sobie wbijać, że w wakacje siedziałam tylko w domu i że nic a nic nie zrobiłam.

i tak sobie tak piszę, staram się pisać jak najwięcej, bo obawy coraz to większe, że niedługo moje myśli upchnę w 160 znaków. A tego tak bardzo nie chcę, dlatego postaram się, i już, w chwili obecnej staram się nie omijać drobiazgów [że myślę o okruszku ciastka, który widziałam dziś na stole, że ładne światło go lizało]. A w ogóle to znalazłam we własnym domu wymarzony obiektyw, tak, tak. Sonnar cudny 180/2,8 z czego cieszę się [wraz z psixem] tak bardzo, bardzo dlatego to wszystko piszę, to On jest powodem.