I te poranki - nadranki, jakoś mi dobrze jechać całkiem samotnie tramwajem, gdy jeszcze buro na ulicach.
Lubię, kiedy chłód jest taki specyficzny i tak niebiesko, a światło /się/budzące takie ostre, takie zimne i powietrze jakby inne [mocniej kłuje w nozdrza]. Mogę tak wiecznie, częściej niż codziennie, tylko, ty-lko…
zrymuj mi się szybko, sam widzisz, że liryczniejemy sobie
na przekór
[ trzeba tylko złapać się siebie jak jakiejś poręczy zbawiennej i trzymać wieki wieki ]
(nie panuje nad tutejszym pożeraczem jakości zdjęć)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz