piątek, 2 października 2009

Jak smakują andruty? Jak cała podstawówka, która nimi pachnie. Długa kolejka do sklepiku szkolnego, a w niej co druga osoba mówiąca do magicznego okienka „andruty”, podając kilka groszy. To była uciecha. Strata całej przerwy żeby tylko zdobyć kilka chrupiących kół, kilka sekund, może minuta rozkoszy. 
Przypominam sobie dzień, kiedy do naszego sklepiku przywieźli andruty w kolorze różowym. Każdy chciał je mieć! Kolor andrutów odbijał się wtedy od pożółkłych ścian korytarza i ich świeży zapach mieszał się ze smrodem z toalet i dusznym aromatem kaw z pokoju nauczycielskiego. 
Albo kiedy kupiłam sobie andruty i Norbert mi je połamał i pokruszył. Płakałam rzewnie. Żaden okruszek nie oddawał smaku andrutów w całości. Gryzienie kawałków to nie to samo co w wgryzanie się w obręcz. 
Od tego czasu nie lubię Norberta, od tego czasu nie lubię też andrutów.

/ czasem wpadam w szał, chcę dużo powiedzieć, więc pisze często, cokolwiek tylko byleby... /


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz