sobota, 18 grudnia 2010



/ z przystanku na rapaka /

piątek, 26 listopada 2010

  

 

sypiam

                               | się

wysypiam

 

 


 

z TOBĄ

przy TOBIE

  

  

  

  

/ ta jesień jest bardzo łas/kawa /




wtorek, 26 października 2010


kiedy już

 

ludzie wyblakną 

a mój living room ulegnie redukcji
 
 
będzie jesień

 

 

/ jest jesień /

 

piątek, 8 października 2010


Dwie kobiety z okresem siedzą na ławce i palą.

 

ciekną

siedzą

płoną

 

 

(i nie wiemy co ze sobą zrobić)



sobota, 2 października 2010


Zawsze po rozmowach z M. dostaję wylewu myśli z przerzutami (i choć to dwie inne choroby, chyba

 

 

I dlatego muszę pisać i ładować, szybko, żeby do…trzec’)

 

 

 

 

Wsiadając do tramwaju,

zauważam tylko krótkościętą dziewczynę, nie zwracającą uwagi na otłm ją ARTmoves; kobieta po prawej, w obcisłym golfie w panterkę, wygląda bardzo drapieżnie, szczególnie w puchatej kurtce narzuconej nań (panterka musi mieć ciepło); światło jarzeniówki dociera do mnie zbyt mocno; tandetne cytaty na szarych przestrzeniach tramwaju; mrużenie oczu.

 

Chciałabym tylko dopowiedzieć w tym momencie kilka zdań, chociaż to nie-w zbędne. Mimo to

kartki, o których mówiłam mogą być wertowane częściej i szybciej, czuję.

 

obserwuję i mówię o.

Na moje plecy patrzą, bo/wiem (? dysponują dostrzeganym obszarem, przez co ciągle tak się garbię i kurczę. Ja si ę ęę

 

 

 

I nie i tak tak i znów nie. Za szybko spad A.



poniedziałek, 27 września 2010

 

dłoń oko dłoń oko

 

 

serce ściska
 

 

jak liścia ściska

szeleszczy

mruczy

i piszczy

pod wpływem siły

dłoni oka dłoni oka

 
 

AŁA

 

 


poniedziałek, 23 sierpnia 2010



a przy edycji postów opcja: usuń na zawsze




czwartek, 12 sierpnia 2010

too much love in too little time







jakie to zabawne, że wszystko dzieje się tak szybko i tak… tak krótka jest teraźniejszość, a przyszłość taka długa




środa, 11 sierpnia 2010

 

 

a powiem Ci, że ja
się kurwię i wkurawiam
jednocześnie

 

 

i nie mam nic do powiedzenia jak na ten moment, po prostu się brzydzę

wszystki/ego
 
 

 


 

czwartek, 5 sierpnia 2010

 

 

 

  

[ na dodatek robi się tu bardzo intymnie, osobiście i zbyt śmiało, a to niedobrze ]

   


obses/ja



może to są sesje obsesji, krótkotrwałe, obsceniczne sesje /ja

wtorek, 27 lipca 2010

niedziela, 18 lipca 2010

denerwuję się tylko niepotrzebnie
tracę nerwy



i dla

mnie nie

ma




i się
nie

da

piątek, 16 lipca 2010

 

mam jednak coś z baby, że jak mi smutno to 
gotuję 
 
 
dziś powitałam się z mamą, tatą, psem 
i wzięłam się 
 
do garów

 
 

  

  






piątek, 9 lipca 2010

chciałabym
po prostu

wykluczyć parę spraw
odkluczyć im drzwi
wyjściowe





czwartek, 8 lipca 2010

 

chodź, popływamy w muzyce

 

i w ogóle

chodź...

 


sobota, 19 czerwca 2010

niedziela, 13 czerwca 2010


mam padaczkę zmysłów i pomysłów

/wybacz/




wtorek, 8 czerwca 2010

call me

 

podobno czar z czasem pryska

erekcja

może i podczas

pod/czas

 

nadal jednak tkwię w tym nad/czasie 

bez erekcji czy nawet delikatnych podnieceń

 

poniedziałek, 24 maja 2010


i nie wiem czy iść w przód, ani w którym momencie się cofnąć


poniedziałek, 17 maja 2010

tak mówiSZ: „Ziemia ci będzie kulą u nogi.”



bo widzisz, zdałam sobie sprawę,
że Ziemię można całą objąć,

w rzeczywistości
niezbyt pospiesznym krokiem wykonanym
na rękach
bądź ręką wyciągniętą „po amerykańsku”
czy chociażby unosząc się na wodzie
odpychając od niej rękoma


więc widzisz, zdałam sobie sprawę, że
w rzeczywistości
Ziemię można ująć rękoma

a ja mam ręce
dwie ręce

w pełnej podzięce dla cywilizacji wymachuję rękoma, staję na nich i wołam histerycznie, że kurwa, wszystko jest możliwe



niedziela, 9 maja 2010


"Codziennie chodzę po mieście i wymacuję stopami nowe słowa o odpowiednich połączeniach."


// Ścianka



wtorek, 20 kwietnia 2010

przyznam

ja się zmuszam do chillout’u i luzu jako-takiego


poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Wszystko jakby zamilkło, chowając się w skupieniu. Nawet toruńska Szeroka street jakby spokojniejsza, i krzyki i kurze opadły. Nie ma staromiejskiego gwaru. 


Nie wiesz co zrobić. Ja też nie wiem. Ale za tydzień już wszystko będzie dobrze, tak mówią (nie będzie, no przecież). Tylko przyzwyczaimy się do świadomości kilku osób nieobecności. Tylko.
Ale życie toczy się dalej, cóż zrobisz, przecież my mamy życie. Jeszcze. 



wtorek, 6 kwietnia 2010

sobota, 27 marca 2010

poniedziałek, 22 marca 2010

Nic nie gra. Wszystko wypadło z rytmu mimo, że nuty zapisane czytelnie. Przyzwyczajam się do nieklarowności myśli, do niemożliwości ich ogarnięcia.
Pewna jestem jednego, jednego tylko… że wszystko już bezsensu, że wszystko, ten nadmiar iii... ech wie co jeszcze


Zbierz się

sobota, 13 marca 2010

Sama już nie wiem.


Roztrząsam i rozrywam wszystkie zdania na pojedyncze słowa. Próbuję je ogarnąć (są tak chaotyczne… układają się w zdania niezbyt poprawnie), ale tak trudno. Już nawet nie wiem, czy te wyrazy to moje, czy nie/me
Plącze mi się język, w jakieś dziwne kształty układa się. I to już nie alkohol, no nie, nie… To po prostu nieumiejętność.


Jestem już jak Rhoda pani Woolf, naśladująca innych, bo samą sobą być nie jestem w stanie. Zupełnie straciłam i zatraciłam „ja”. Gdzie jestem? Może to zbyt duża ilość otaczających mnie osób, a może po prostu wstyd. Tak, raczej wstyd. Nie potrafię być sobą, przyznaję się otwarcie. Jestem każdym po trochu. Dlatego gnębi mnie ta moja otwartość, niczym dzisiejsze drzwi. Nie wiem, już, naprawdę nie wiem…



środa, 10 marca 2010

Uwieram. Coś mnie-

we mnie uwiera i gryzie swoją obecnością. 


Ale chyba nie…

Psy najgłośniej szczekają o piątej

nad

ranem.

To fakt niepodważalny. Sama nie wiem, czy to chłód, czy może świeże,

zupełnie

nowe powietrze. Jak nowo

narodzone dziecko, które

po

wyjściu z łona matki drze się

w niebogłosy, biorąc pierwsze łyki

po

wietrza.

Nowego, jak

by. Jestem wiecznie rodzącym się dzieckiem.



piątek, 5 marca 2010

Tyle, tyle, mo tyle tyle… wypadają z ust, białe, ciepłe, puchate, rozpływają się w powietrzu, zmieniają kolor pod wpływem światła… Mo tyle tyle… Tyle Was mam w płucach, ukochane, piątkowe, wieczorowe… I w ogóle...

/laura, skrawki wiosennych promieni i papierosy w chełmnie/

niedziela, 28 lutego 2010

Kolory straciły swój smak, a smak stracił swój kolor. To niewybaczalne, ten lęk i niechęć do wiosny. Lecz mówisz mi, żeby żyć teraźniejszością, czy jakoś tak, podobno masz racje. 


To miasto, moje miasto. Tyle mi obiecało. I nic i nic.
Most jest taki zimny, a moje usta takie ciepłe. Czekanie. Czeka/nie




Wiesz, ja żartowałam. To był bardzo głupi żart, właściwie to był zupełnym rewersem rzeczy/wistości. Tak naprawdę cała ta chora egzystencja, niby moja, składa się z tęsknot i oczekiwań. Ze stania w miejscu i obracania głowy w każdą stronę – wy/patrywania.


To był głupi żart, racja.




niedziela, 21 lutego 2010

nie wiem co z tego będzie


chyba nic




obecnie nie odnajduję prawdy ani równowagi w jej braku. Nie rozgraniczam własnych pragnień między tym co robię a co robić chcę. To całkiem zabawne gubić i miotać się niczym w obłąkaniu. W obłokach. Mgła, mgła. Mogła. Mogłaby. By być… Jest cacy, jak sądzisz. Ja nie sądzę. Po prostu jest, po prostu musi być


jest określony cel




no



wtorek, 16 lutego 2010

To niewygodne i krępujące, w zupełności. Trudno jest się jakoś wykręcić, znaleźć porządny dylemat by wywiązać się, czy nawet rozwiązać. Jeszcze mnie to nie razi i nie brzydzi, choć bliska jestem emocjonalnym erekcjom. I nie z podniecenia, lecz z gniewu do siebie samej /jestem uległa, poległa i nie potrafię wstać /



Może to nie jest dobre wyjście, alę walę /to/



środa, 10 lutego 2010

duszno mi tak, tak duszno…


tlenu pragnę, szukając go namiętnie niczym ryba brutalnie wyciągnięta z wody. miotam się i zginam w pół bądź ukośnie, próbując nabrać stworzonego dla mnie samej powietrza.


tego tlenu, tego powietrza nie ma. nie ma Cię. Cię nie ma.



sobota, 6 lutego 2010

rajski gdańsk

taki chłodny, a jednak rajski

 






środa, 3 lutego 2010

nieład artystyczny w moim łbie, kurwa

nie mam nawet ochoty na przelanie czy wyrzyganie go na kartkę albo płótno





sobota, 30 stycznia 2010

Nie bawi mnie to, już. Jeśli kiedykolwiek.



Poruszam się w rytm muzyki, której nie ma. Myślę o połowie kota, której nie upchnęłabym do szklanki (jego wielkość to jakiś absurd, mimo, że pół) i próbuję rozniecić drżenie w kieliszku, który jest suchy jak pustynia na mych ustach. I oczy mam ciepłe. W rzeczy samej moje oczy są najcieplejszym obiektem mojego ciała. Westchnienia. Trzymam się jakiejś idiotycznej poręczy, muru, który nie pozwala mi ode jść. Nie, nie, nie. Przywarłam do muru, przyklejając się oburącz. Drży wszystko w swej całej niebieskości, którą czuję i widzę nad wyraz, wręcz. Zimno, zimno, zimno. Skurcz.


Mam lęki niepojęte i rzygać mi się chce myśląc i śliniąc się.



Pieprz, pieprz, pieprz. Wdychamy pieprz.




wtorek, 26 stycznia 2010

Jest tak zimno, że nawet żyć się nie chce. Mróz przywarł do naszych policzków do tego stopnia, że ogrzanie powietrza wydaje się niemożliwością. Zimno, zimno, zimno – to przecież już normalność.


W ogóle… czuje się zupełnie wyprana, szukając własnych atutów podczas dokonywania czynności codziennych takich jak np. ściąganie skarpetki jednym palcem u nogi.

Co za bezsens.





sobota, 23 stycznia 2010


Nie wiem już co powiedzieć, a czego nie mówić w ogóle. Wydaję zatem dziwne, przerywane dźwięki, ni to mruczenie, ni to pisk by nie popaść w ciszę czy dźwięk.


Wszystko się jakoś toczy, no przecież.
Nie pozwalam też sobie zwariować, trzymając się czego tylko popadnie, niczym poręczy zbawiennej.



Nie będę stwierdzać, że nic mi nie obiecano, bzdura. Bowiem obiecano, że będzie dobrze i, choć jest to pojęcie względne, to prawdopodobnie z każdego punktu widać jak nie-za-dobrze jest.


niedziela, 10 stycznia 2010

mówisz: „trzysta sześćdziesiąt pięć”. to nic nie da. znów znajdziemy się w tym samym punkcie z tą samą miną i niezbyt zabawną myślą. to nic nie da. to tylko roczne wakacje. to nic nie da. nasze życie to nieustające wakacje.


/pojękiwania/