niedziela, 28 lutego 2010

Kolory straciły swój smak, a smak stracił swój kolor. To niewybaczalne, ten lęk i niechęć do wiosny. Lecz mówisz mi, żeby żyć teraźniejszością, czy jakoś tak, podobno masz racje. 


To miasto, moje miasto. Tyle mi obiecało. I nic i nic.
Most jest taki zimny, a moje usta takie ciepłe. Czekanie. Czeka/nie




Wiesz, ja żartowałam. To był bardzo głupi żart, właściwie to był zupełnym rewersem rzeczy/wistości. Tak naprawdę cała ta chora egzystencja, niby moja, składa się z tęsknot i oczekiwań. Ze stania w miejscu i obracania głowy w każdą stronę – wy/patrywania.


To był głupi żart, racja.




niedziela, 21 lutego 2010

nie wiem co z tego będzie


chyba nic




obecnie nie odnajduję prawdy ani równowagi w jej braku. Nie rozgraniczam własnych pragnień między tym co robię a co robić chcę. To całkiem zabawne gubić i miotać się niczym w obłąkaniu. W obłokach. Mgła, mgła. Mogła. Mogłaby. By być… Jest cacy, jak sądzisz. Ja nie sądzę. Po prostu jest, po prostu musi być


jest określony cel




no



wtorek, 16 lutego 2010

To niewygodne i krępujące, w zupełności. Trudno jest się jakoś wykręcić, znaleźć porządny dylemat by wywiązać się, czy nawet rozwiązać. Jeszcze mnie to nie razi i nie brzydzi, choć bliska jestem emocjonalnym erekcjom. I nie z podniecenia, lecz z gniewu do siebie samej /jestem uległa, poległa i nie potrafię wstać /



Może to nie jest dobre wyjście, alę walę /to/



środa, 10 lutego 2010

duszno mi tak, tak duszno…


tlenu pragnę, szukając go namiętnie niczym ryba brutalnie wyciągnięta z wody. miotam się i zginam w pół bądź ukośnie, próbując nabrać stworzonego dla mnie samej powietrza.


tego tlenu, tego powietrza nie ma. nie ma Cię. Cię nie ma.



sobota, 6 lutego 2010

rajski gdańsk

taki chłodny, a jednak rajski

 






środa, 3 lutego 2010

nieład artystyczny w moim łbie, kurwa

nie mam nawet ochoty na przelanie czy wyrzyganie go na kartkę albo płótno