jużżżżż...
sobota, 27 marca 2010
poniedziałek, 22 marca 2010
sobota, 13 marca 2010
Sama już nie wiem.
Roztrząsam i rozrywam wszystkie zdania na pojedyncze słowa. Próbuję je ogarnąć (są tak chaotyczne… układają się w zdania niezbyt poprawnie), ale tak trudno. Już nawet nie wiem, czy te wyrazy to moje, czy nie/me.
Plącze mi się język, w jakieś dziwne kształty układa się. I to już nie alkohol, no nie, nie… To po prostu nieumiejętność.
Jestem już jak Rhoda pani Woolf, naśladująca innych, bo samą sobą być nie jestem w stanie. Zupełnie straciłam i zatraciłam „ja”. Gdzie jestem? Może to zbyt duża ilość otaczających mnie osób, a może po prostu wstyd. Tak, raczej wstyd. Nie potrafię być sobą, przyznaję się otwarcie. Jestem każdym po trochu. Dlatego gnębi mnie ta moja otwartość, niczym dzisiejsze drzwi. Nie wiem, już, naprawdę nie wiem…
środa, 10 marca 2010
Uwieram. Coś mnie-
we mnie uwiera i gryzie swoją obecnością.
Ale chyba nie…
Psy najgłośniej szczekają o piątej
nad
ranem.
To fakt niepodważalny. Sama nie wiem, czy to chłód, czy może świeże,
zupełnie
nowe powietrze. Jak nowo
narodzone dziecko, które
po
wyjściu z łona matki drze się
w niebogłosy, biorąc pierwsze łyki
po
wietrza.
Nowego, jak
by. Jestem wiecznie rodzącym się dzieckiem.



