Sama już nie wiem.
Roztrząsam i rozrywam wszystkie zdania na pojedyncze słowa. Próbuję je ogarnąć (są tak chaotyczne… układają się w zdania niezbyt poprawnie), ale tak trudno. Już nawet nie wiem, czy te wyrazy to moje, czy nie/me.
Plącze mi się język, w jakieś dziwne kształty układa się. I to już nie alkohol, no nie, nie… To po prostu nieumiejętność.
Jestem już jak Rhoda pani Woolf, naśladująca innych, bo samą sobą być nie jestem w stanie. Zupełnie straciłam i zatraciłam „ja”. Gdzie jestem? Może to zbyt duża ilość otaczających mnie osób, a może po prostu wstyd. Tak, raczej wstyd. Nie potrafię być sobą, przyznaję się otwarcie. Jestem każdym po trochu. Dlatego gnębi mnie ta moja otwartość, niczym dzisiejsze drzwi. Nie wiem, już, naprawdę nie wiem…
sobota, 13 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz