Chciałabym już Canona, jesień i spokój.
Jakoś trudno brzmi, że mi trudno, ale nic a nic innego nie jestem w stanie powiedzieć. Zmuszam się do naciskania migawki, bo ciągle coś podkłada mi nogę, a ja chcę brnąć i brnąć przez tą przestrzeń ciężką.
I niech psix wreszcie pokaże swoje możliwości. Tak boli, kiedy światłomierz przestaje działać, a skurcz łapie gdy wyciąga się film z koreksu, na którym zdjęcia są gdzie[nie]gdzie. Jest tak niepewny, że czasem zostawiam Go w domu i biorę tylko mateuszowego Canona.
Boję się, boję, ale przecież uda się, no przecież razem zawsze się udaje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz